Pierwszy raz spotkałem się z tym gatunkiem jeszcze będąc w szkole podstawowej. Starszy kolega przyniósł kasetę Immortal "Diabolical Fullmoon Misticism / Pure Holocaust" (wydanie łączone Metal Mind"a). Agresja, mrok, szatan, rytuał dźwiękowo i wizualnie dla wrażliwego chuderlaka, półsieroty to było niesamowite doświadczenie estetyczne. Negacja rzeczywistości i bunt przeciwko chrześcijaństwu rozpalał wyobraźnię. Z perspektywy czasu ciekawie się to wszystko zbiegło, właściwie mogę powiedzieć spokojnie, że trafiło na odpowiedni grunt. Ale z upływem lat świat się zmienia i zacząłem dostrzegać inne aspekty, które teraz wydają mi się dużo ciekawsze. Mam tu na myśli dziwną ścieżkę ewolucji niektórych zespołów np. Ulver - pierwszą płytą, którą usłyszałem było "Kveldssanger" następną "Perdition City" ogromny przeskok stylistyczny chyba najbardziej spektakularny. Tak jakby zupełnie inne grupy to nagrywały... niemniej po "Shadows Of The Sun" przestałem ich śledzić. I jeżeli Ulver to wciąż mutujący twór to mam wrażenie wiele projektów trochę wystraszyło się ewolucji a może zwyczajnie odbioru publiczności np. Mayhem - po doskonałym "Grand Declaration of War" starają/li się wrócić do korzeni. Trzecim moim ulubionym przykładem będzie Enslaved, który dla mnie był tym zespołem ze splitu z Emperor (hah) aż trafiłem na "Monumension"... płytę wyjątkową, która w sumie wywołała ten cały dzisiejszy słowotok, dopiętą konceptualnie robotę, kompozycyjną całość (podobnie do "GDoW" Mayhem). Niestety nie potrafili, a widać było starania, kontynuować tego wątku i starają się wrócić do swoich poprzednich brzmień. Szkoda.
Nie mogę nie wspomnieć o Burzum oraz Profanum ale nie będę się jakoś szczególnie na ich temat rozpisywał.
Tekst ten jest luźną dygresją tylko. nie miałem zamiaru dokonywać jakiejś spektakularnej analizy muzycznej ani wizerunkowej.
W ramach bonusu:
mroczny wizerunek Immortal (peterbeste.com)
Kazuo Ohno (1980)