Teatr zawsze był dla mnie zjawiskiem egzotycznym.. nawet bardziej niż Kukabury. Właściwie to była dla mnie nazwa budynku/ instytucji, która pomimo, iż z tradycjami (powstała zaraz po wyginięciu dinozaurów). Nigdy jakoś szczególnie nie była w centrum, a nawet na obrzeżach moich zainteresowań.
Tym większy uśmiech wywołuje fakt, że trafiłem w samo jego centrum. Tak dosłownie jako osoba z wewnątrz. Nie wiem jak to się stało. Ale nie o tym miało być.
W tym momencie (12.08.2016) odbywa się Scena Ulicy czyli festiwal teatru ulicznego. I to właśnie uczestnictwo w nim skłoniło mnie do napisania słów powyższych, ale też tekstu poniżej.
Jak wspomniałem we wstępie byłem bardzo nieteatralny i w jakież zdumienie wprawiły mnie występu dwóch teatrów: Biuro Podróży oraz Ósmego dnia. W pierwszym przypadku miałem odczynienia ze sztuką: "Silence", której otwierająca sekwencja już poruszyła coś wewnątrz mnie. Scena dosyć banalna: w akompaniamencie wystrzałów i spokojnej recytacji postać na szczudłach (śmierć) zdejmuje zasłonę z obiektu ukazując autobus wypełniony martwymi ludźmi. Porażająco dosłowne doświadczenie: temat wojny, ludobójstw, ucieczki z kraju, pojawianie się nowych prowadzących zawsze do tego samego punktu ideologii. Do tego klimat ogólnoświatowy jest jakby szklarnią dla rozwijającego się konfliktu.

Drugim obliczem mordu jest egzekucja inteligencji, której to mechanizmy wplecione były z kolei w przedstawienie "Summit 2.0" TDÓ. Mechanizmy kontroli umysłów, kreowania sztucznej rzeczywistości, skupianie uwagi widzów (przekształcona forma społeczeństwa) na pożądanych elementach, manipulacja. Sprzyjała temu świetnie zaprojektowana sytuacja, w której publiczność i wykonawcy nie dzieliła żadna scena. Ogromne konstrukcje poruszały się wśród ludzi, obsługa techniczna tylko pokrzykiwała, ustawiała etc. Uczestnictwo było właściwie na granicy uwięzienia w tej sytuacji.
Nie mam zamiaru podsumowywać niczego w tej chwili. To zbyt żywe dla mnie doświadczenie. Zostawiam ten obraz takim jaki jest.