Ale nie zawsze tak było. Jako dziecko hymnem z vinyla była dla mnie piosenka Edyty Geppert "Kocham cię życie". Moja siostra była strasznie tym faktem zirytowana, gdyż jako posiadaczka gramofonu i wspomnianej płyty miała ze mną przesrane. Dochodziło do sytuacji, w której stałem pod zamkniętymi drzwiami do jej pokoju i krzyczałem: "puść tom pyte".
Później długo długo nic (znaczy się w Black Metalu raczej ciężko o wokalistki). Aż w szkole średniej trafiłem na płytę Neurosis & Jarboe. To był strzał... hipnotyczne rytmy i doskonały wokal. Do tej pory jest to jedna z moich ulubionych płyt, a Jarboe pozostaje jedyną artystką od której wziąłem autograf.
Diamanda Galas - tu nic nie napiszę, bo po co?
Po drodze było jeszcze kilka pań np. Beth Gibbons.
Junko - moja ostatnia fascynacja znana np. Hijokaidan już nawet nie śpiewa. Generuje dziki krzyk. Nie potrzeba niczego więcej.
